wtorek, 29 marca 2016

Anatomia Literackich Zbrodni 11. Nie trzeba się wstydzić kryminału

Jeszcze kilka dziesięcioleci temu tworzenie powieści kryminalnych nie było zajęciem ocenianym jako górnolotne. Także i dzisiaj można się spotkać z opiniami, że literatura kryminalna, jako forma popularna, przeznaczona dla mas, nie może być wartościowa. Trudno się z resztą dziwić – negatywna ocena, jaka w udziale przypada powieściom kryminalnym, weszła już chyba krytykom w krew, w końcu od samego początku jej istnienia określana była jako brukowa, grubiańska i przede wszystkim komercyjna. Baczny obserwator zauważy jednak, że stosunek do kryminału powoli się zmienia. Bo czy i faktycznie jest się czego wstydzić? Moim zdaniem nie, zarówno w przypadku jego czytania, jak i tworzenia.
Przede wszystkim trzeba grubą kreską oddzielić kicz i tandetę od naprawdę dobrej literatury. I zmazać linię oddzielającą literaturę wysoką od niskiej, a przynajmniej mocno ją przesunąć. Literatura wysoka może się okazać kiczem, a najpoczytniejszy kryminał roku może zostać okrzyknięty najbardziej pouczającą powieścią obyczajową. Zarzuty, które przez dziesięciolecia, a nawet stulecia, przedstawiane były powieści kryminalnej, dzisiaj nie są już aktualne i należy je włożyć między bajki. Czasy się zmieniają, wrażliwość ludzka na pewne treści również, dlatego współcześnie kryminał nie szokuje już bezmyślną przemocą, bezmyślnym erotyzmem graniczącym z pornografią, nie grozi czytelnikom zepsuciem moralnym, zaś jego autor nie musi bać się, że zostanie nazwany grafomanem, który za ten gatunek bierze się tylko dlatego, że nic innego napisać nie umie. Nie zmienia to jednak faktu, że początki dzisiaj najpoczytniejszego gatunku były trudne, ale i on sam często na to zasługiwał [1].
Ale czy tylko czasy się zmieniają? Czy to, że patrzymy dzisiaj łagodniejszym okiem na literaturę kryminalną, wynika tylko z tego, że sami jesteśmy bardziej odporni na jej brutalność i bezpośredniość?  Kiedy zmienia się odbiorca, zmienia się i nadawca, który sam kiedyś był tylko odbiorcą. Pisarz widzi coraz więcej, dlatego coraz więcej treści wartościowych może w swoich tekstach zamieścić. Dziś dostrzegamy to, co półtora wieku temu, gdy kryminał się dopiero rodził, nie było takie oczywiste: każda akcja rodzi reakcję, żadne działanie przestępcze, żadna dewiacja, nie bierze się z niczego. Skoro doszło do tragedii (wszystko jedno jakiej, kończącej się czyjąś śmiercią czy tylko kradzieżą kosztowności, samobójstwem czy patologiczną niesamodzielnością itp.), ktoś musiał kiedyś kogoś zawieść, skrzywdzić, nauczyć złego zachowania. Ktoś lub coś, czyli na przykład państwo, społeczeństwo, cały otaczający świat. Mówiąc najkrócej: system zawodzi. Zależność ta wyraźnie widoczna jest w literaturze skandynawskiej, na co chętnie zwracają uwagę badacze literatury kryminalnej[2].
Badacze w swoich pracach nie boją się mówić o tym, że współczesna powieść kryminalna jest społeczne zaangażowana [3]. To ważne sformułowanie, zważywszy na to, że przez dziesięciolecia termin „literatura zaangażowana” zarezerwowany był dla literatury socjalistycznej, poruszającej problematykę społeczną i ideologiczną. Nie podoba mi się jednak poszukiwanie tego społecznego zaangażowania tylko w literaturze zagranicznej. Nurt społeczny od lat żywy jest również w polskim kryminale. Możemy poszczycić się całą gamą jego przedstawicieli, począwszy od Katarzyny Bondy, przez Zygmunta Miłoszewskiego, na Gai Grzegorzewskiej skończywszy. Szczególna uwaga należy się Katarzynie Bondzie, która wielokrotnie zaznaczała, że czysty kryminał nie istnieje, podobnie jak czysta powieść obyczajowa [5]. Na społeczną wartość kryminału zwraca uwagę również profesor Zbigniew Mikołejko, który głośno mówi o tym, że współcześnie nie istnieje czysta powieść obyczajowa, ponieważ „rozeszła się ” ona po innych gatunkach, a szczególnie widoczna jest właśnie w kryminale. Warto przytoczyć również opinię Mariusza Czubaja i Wojciecha J. Burszty, którzy zauważają, że powieść kryminalna zawsze traktuje o społeczeństwie, jest dla niego pisana, wobec czego musi nieść ze sobą przesłanie na temat jego kondycji [6].
W tym miejscu przechodzimy do kolejnego zagadnienia, czyli do „powieści wiedzy”, bo jak zauważa Mikołejko, dobra powieść kryminalna niesie nie tylko rozrywkę, ale i wiedzę o świecie. Proste czytadło wiedzy o świecie nie dostarcza. Dobra powieść tak, a jeszcze lepiej kiedy jest to wiedza o świecie minionym. Taką można znaleźć w powieściach kryminalnych retro, niezwykle popularnych w Polsce od kilku lat, realizowanych głównie przez kilku utytułowanych już autorów. Uwaga należy się między innymi Marcinowi Wrońskiemu, Markowi Krajewskiemu, Konradowi T. Lewandowskiemu, Ryszardowi Ćwirlejowi i… I całej masie innych autorów. W sposób niezwykle drobiazgowy przekazują oni czytelnikom wiedzę o dawnych czasach, o umysłowości, zwyczajach, życiu codziennym, rozrywce, problemach i radościach ludzi minionych epok.
Ponawiam więc pytanie: czy naprawdę jest się czego wstydzić? I odpowiadam: nie, nie ma się czego wstydzić. Ja nie wstydzę się i głośno przyznaję: czytam kryminały. Gatunek ten może dzisiaj być nie tylko fascynującą rozrywką, ale i lekturą pouczającą, skłaniającą do refleksji, niosącą łatwo przyswajalną wiedzę na temat aktualnych i minionych problemów społecznych. Polscy pisarze świetnie sobie radzą z tworzeniem literatury godnej uwagi, wkładając wiele pracy w to, aby była ona rzetelna, i wartościowa. Nie wstydźmy się, bądźmy dumni, że potrafimy taką literaturę tworzyć, że chcemy ją czytać.

[1] Więcej na temat zarzutów kierowanych w stronę kryminału warto przeczytać w: Tadeusz Cegielski, Detektyw w krainie cudów. Powieść kryminalna i narodziny nowoczesności 1841-1941, Wydawnictwo W.A.B. – Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015.
[2] Bernadetta Darska, O państwie opiekuńczym, które zawodzi. Na przykładzie wybranych powieści kryminalnych,„Media – Kultura – Komunikacja Społeczna” 2012, tom 8, s. 58-66.
[3]Monika Samsel-Chojnacka, Szwedzka powieść kryminalna jako literatura społeczne zaangażowana, „Studia Humanistyczne AGH” 2011, tom 10/1, s. 103-118.
[4] Zbigniew Mikołejko, Małgorzata Szpakowska, Wojciech J. Burszta, Małgorzata Łukasiewicz, Robert Ostaszewski, Justyka Bargielska, W kryminale : ankieta „Znaku”, „Znak” 2014, nr 6, s. 102.
[5] Katarzyna Bonda, Nie interesował mnie problem „żołnierzy wyklętych”, ale to, jak on nas dziś infekuje, Gazeta.pl, http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,18327598,katarzyna-bonda-w-takiej-sytuacji-juz-nie-wiesz-kim-jestes.html
[6] Wojciech J. Burszta, Mariusz Czubaj, Skromna przyjemność czytania powieści kryminalnych. Wstęp, [w:] tychże,Krwawa setka. 100 najważniejszych powieści kryminalnych, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2007.
Sylwia Tomasik

Tekst ukazał się pierwotnie w serwisie Bookeriada.

1 komentarz:

  1. Wydaje mi się, że coraz więcej osób pisze kryminały. Może to tylko moja opinia, ale zauważyłam bardzo dużo polskich autorów tego gatunku. I nie mówię tylko o najpopularniejszych nazwiskach (jak wspomniani przez Ciebie Miłoszewski, Bonda czy Grzegorzewska). Ja się cieszę, bo kryminał uwielbiam! I sama nigdy się ich nie wstydziłam, ale może dlatego, że jakoś nigdy nie zwróciłam uwagi na początki kryminałów i opinie na ich temat :)

    OdpowiedzUsuń