wtorek, 2 maja 2017

Blog "Papierowy Morderca" z dniem 2 maja 2017 roku kończy działalność.

Dziękuję Wam za niemal cztery lata wspólnego zainteresowania literaturą. 
Nie oznacza to jednak, że całkowicie żegnam się z pisaniem recenzji. Nic bardziej mylnego. Wciąż będziecie mogli przeczytać moje teksty na Bookeriadzie - zapraszam serdecznie.


poniedziałek, 1 maja 2017

Tomasz Ilnicki "Azyl. Zapiski stalkera""

Wydawnictwo Sorus zwróciło się do mnie z propozycją zrecenzowania książki "Azyl. Zapiski stalkera" autorstwa Tomasza Ilnickiego. Nie zastanawiałam się długo - fotografia czarnobylskiej elektrowni na okładce oraz słowo "stalker" przesądziły o mojej pozytywnej odpowiedzi. Nie żałuję, wycieczka po Prypeci, Czarnobylu i okolicach okazała się bardzo interesująca.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Scott Smith "Ruiny"

Do lektury "Ruin" Scotta Smitha zasiadłam z nieukrywanym strachem. Bałam się, że stracę czas. Obawy były spowodowane tym, że miałam kiedyś nieszczęście zawiesić oko na filmie pod tym samym tytułem, który w 2008 roku opuścił Hollywood. Film okazał się być jednym wielkim stekiem bzdur, całkowicie pozbawionym napięcia, niczym nie różniącym się od dziesiątek, jeśli nie setek, horrorów klasy B, które trafiają do kin, albo są tak słabe, że nawet na to nie mogą liczyć. Obawy przed książką były więc uzasadnione, ale uparłam się na nią, ponieważ wybrałam ją jako jedną do realizacji wyzwania czytelniczego na 2017 rok.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Peter Nadig "Hatszepsut. Niezwykła kobieta, która została faraonem"

Jak do każdej pozycji dotyczącej starożytnego Egiptu, do „Hatszepsut” Petera Nadiga usiadłam pełna nadziei na interesującą lekturę. Nie rozczarowałam się, książkę czyta się fantastycznie, chociaż rzeczywistość znacząco przerosła moje oczekiwania. Okazało się, że o Egipcie wiedziałam do tej pory kapkę więcej niż nic, chociaż interesuję się nim od lat. Jak widać, człowiek uczy się przez całe życie. Oby tylko uczyć się z takich dobrych źródeł, jak książka Petera Nadiga.

niedziela, 26 lutego 2017

Charles H. Hapgood "Tajemnica Acambaro. Dinozaury przetrwały do naszych czasów"

Pozwolę sobie najpierw wyjaśnić, dlaczego w ogóle sięgnęłam po książkę "Tajemnica Acambaro", zanim zdążycie sami sobie wyrobicie o mnie jakieś niezbyt pochlebne zdanie. Po książki wpisujące się w nurt "Księgi tajemnic" (tak nazywa się seria Amberu, w której u nas ukazała się "praca" Hapgooda) wyciągam rękę ze zwykłej ludzkiej ciekawości. Daleka jestem od wiary w to, że gdzieś jeszcze żyją dinozaury. Ale chcę wiedzieć, dlatego ktoś uważa inaczej, jakie ma na to argumenty. Nie zamykam się na żadne pomysły, dopóki sama ich nie sprawdzę. I chociaż jak do tej pory właściwie wszystkie moje spotkania z wiedzą kontrowersyjną wymazały mi z umysłu ostatnie nadzieje na to, że nawiedzają nas duchy i ufo a człowiek może lewitować, to wciąż sprawdzam nowe tropy. Nawet jeśli wszystkie prowadzą wyłącznie do racjonalnych wyjaśnień, to mnie to satysfakcjonuje. Wiedza kontrowersyjna zamienia się wówczas w naukową (mistrzostwo w kierunku takiego przeistoczenia wiedzy osiągnęła Mary Roach w "Duchu", o czym napiszę w jednej z kolejnych recenzji), a to chyba najważniejsze.

piątek, 24 lutego 2017

Angelika Gumkowska "Domowe laboratorium. Przepisy na domowe kosmetyki"

Rynek kosmetyczny zalewa na tysiącami produktów. Zarówno tymi niezbędnymi, jak mydło czy pasta do zębów, jak i tymi służącymi upiększaniu, poprawianiu, maskowaniu. Wybór jest ogromny, a decyzja trudna, szczególnie gdy na ofertę każdego rodzaju kosmetyków składa się kilkadziesiąt lub nawet kilkaset wariantów w bardzo zróżnicowanych cenach. W mojej głowie króluje przeświadczenie, że najlepsze są proste rozwiązania. Wierzę też w to, że nie należy zmieniać czegoś, co działa. Dlatego jestem wierna pewnym kosmetykom, a w wielu przypadkach w ogóle rezygnuję ze sklepowych mieszanek na rzecz domowych zamienników, rzeczy, które są naturalne, które mam w lodówce czy mogę je dostać na bazarze.

czwartek, 23 lutego 2017

Jørn Lier Horst, „Gdy mrok zapada”

Szóste spotkanie polskich czytelników z powieściami Horsta uznaję za w pełni udane. Chociaż, „Gdy mrok zapada” może rozczarowywać objętością, to jest to tylko pierwsze wrażenie. Dwieście stron w zupełności wystarczyło autorowi na stworzenie zagadki w zagadce (a w niej jeszcze jedną zagadkę) i umiejscowienie ich w odległych o trzy dekady (docelowo dziewięć) czasach.