poniedziałek, 21 września 2020

Uwaga! ZABÓJCZO DOBRA KSIĄŻKA! Phillip Lewis "Ziemia przeklęta"

Nie płaczę przy czytaniu. Tym razem jednak byłam bliska łez. Z emocji zgryzłam usta. Raz rzuciłam książką w kąt. Nie mogłam się pogodzić z tym, co spotkało jednego z bohaterów. Powieść doczytywałam przed snem. Noc po niej była ciężka. Potem od rana znowu myślałam o Old Buckram, Henrym, jego ojcu, siostrze, matce… I tak przez wiele kolejnych godzin. „Ziemia przeklęta” długo po zakończeniu lektury nie dawała mi spokoju i nawet dzisiaj, chociaż dałam sobie kilka dni na przemyślenie tej książki, nie jestem w stanie podejść do niej na chłodno. Dawno żadna powieść tak mną nie poruszyła. Być może wciąż pozostaję pod jej wpływem i kiedyś dam jej inną ocenę, ale w tej chwili, w tym momencie życia, w którym się znajduję, z tym doświadczeniem czytelniczym, jakie posiadam, daję „Ziemi przeklętej” Phillipa Lewisa ocenę 5/5.

czwartek, 17 września 2020

Adam Ubertowski "Kolekcja Ringelmanna"

Współcześni twórcy kryminałów prześcigają się w pomysłach coraz bardziej oryginalnego głównego bohatera – czy to przestępcę, czy to detektywa. Do rywalizacji stanął także Adam Ubertowski, któremu nie wystarczyła wizja policjanta, agenta FBI, prywatnego detektywa czy profilera. W „Kolekcji Ringelmanna” poszedł o krok dalej i detektywem-amatorem uczynił metateoretyka – światowej sławy specjalistę od układania wielopiętrowych konstrukcji pojęciowych, doktora Figlona. Postać jest to tyleż fascynująca, co zabawna. Z bohaterem tym poczułam się związana od pierwszych stron powieści. Z uśmiechem na ustach odczytywałam pełne dziecięcej naiwności wnioski dotyczące dość błahych elementów codziennego życia. Figlon to niewątpliwie człowiek niezwykle inteligentny, szanowany w środowisku naukowym, a przy tym megaloman, przekonany o swojej wyższości nad innymi odludek, którego do działania pcha przede wszystkim obietnica pochwał. Doktor Figlon, pomimo swoich wad, nie daje się nie lubić. To taki typ introwertyka, który pomimo tego, że zraża do siebie ludzi, wciąż jest nimi otoczony i jest przez nich bardzo pozytywnie postrzegany.

czwartek, 10 września 2020

Stephen King "Joyland"

Kilka ostatnich powieści Kinga, jakie wpadły mi w ręce, sprawiło mi wiele przyjemności. Tak było z "Ręką mistrza", nie inaczej z "Przebudzeniem". Po drodze była jeszcze "Ziemia przeklęta" Phillipa Lewisa, który moim zdaniem historię poprowadził przynajmniej w takim stylu i z taką potoczystością, z jaką opowiada King. A teraz znowu król grozy i jego "Joyland".

sobota, 5 września 2020

Olga Hund "Psy ras drobnych"

Psy ras drobnych
Po „Psy ras drobnych” sięgnęłam z ciekawości. Książka była reklamowana jako porywająca i równocześnie przerażająca podróż po krakowskim szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie. Miała bawić i szokować równocześnie. Kraków to moje miasto. Są mi znane różne historie o „Babińskim”, nie powinien więc dziwić fakt, że chciałam wizję Olgi Hund skonfrontować ze swoją wiedzą na temat tego miejsca.

sobota, 15 sierpnia 2020

10 książek mojego dzieciństwa. Cz. 1. James Gurney "Dinotopia"

Zapraszam. Przed Wami pierwszy tekst z serii, w której opowiadać będę o najważniejszych książkach mojego dzieciństwa. Zachęcam do komentowania i dzielenia się opowieściami o Waszych ulubionych książkach z młodości.

Nie przedłużając, zaczynajmy!

„Dinotopia” Jamesa Gurney’a to jedna z najważniejszych książek mojego dzieciństwa. Wydana została w Polsce w 1993 roku nakładem wydawnictwa Baran i Suszczyński, działającego w moim rodzinnym mieście, Krakowie. Książka w moich rękach znalazła się niewiele później, gdy miałam kilka lat i wciąż szlifowałam umiejętność czytania. A kiedy zdobywa się tę umiejętność na takim tytule jak „Dinotopia”, nie można nie wyrosnąć na mola książkowego.

poniedziałek, 1 maja 2017

Tomasz Ilnicki "Azyl. Zapiski stalkera""

Wydawnictwo Sorus zwróciło się do mnie z propozycją zrecenzowania książki "Azyl. Zapiski stalkera" autorstwa Tomasza Ilnickiego. Nie zastanawiałam się długo - fotografia czarnobylskiej elektrowni na okładce oraz słowo "stalker" przesądziły o mojej pozytywnej odpowiedzi. Nie żałuję, spacer po Prypeci, Czarnobylu i okolicach okazał się bardzo interesujący.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Scott Smith "Ruiny"

Do lektury "Ruin" Scotta Smitha zasiadłam z nieukrywanym strachem. Bałam się, że stracę czas. Obawy były spowodowane tym, że miałam kiedyś nieszczęście zawiesić oko na filmie pod tym samym tytułem, który w 2008 roku opuścił Hollywood. Film okazał się być jednym wielkim stekiem bzdur, całkowicie pozbawionym napięcia, niczym nie różniącym się od dziesiątek, jeśli nie setek, horrorów klasy B, które trafiają do kin, albo są tak słabe, że nawet na to nie mogą liczyć. Obawy przed książką były więc uzasadnione, ale uparłam się na nią, ponieważ wybrałam ją jako jedną do realizacji wyzwania czytelniczego na 2017 rok.