środa, 30 listopada 2016

Jim Baggott "Początek. Naukowa historia stworzenia"

„Początek. Naukowa historia stworzenia” – książkę tę „męczyłam” przez kilka tygodni. Daleko mi do swobodnego rozumienia nauk ścisłych, co nie znaczy, że nie lubię się z nimi mierzyć. „Początek” był dla mnie pewnym wyzwaniem, z którego wyszłam cało. Być może nie wszystko zrozumiałam, ale na wiele rzeczy otworzyłam oczy. Baggottowi udała się najważniejsza sztuka, która cechuje dobrego autora – przeczytałam jego książkę i zmieniłam sposób postrzegania świata. Przyznam się do tego, że cieszy mnie to uczucie, kiedy przeczytanie tekstu naukowego przynosi mi satysfakcję – czuję wtedy, że chociaż jestem tylko pyłkiem, to przynajmniej pyłkiem myślącym.

Joanna i Rafał Pasztelańscy "Policjanci. Za cenę życia"

Książka Joanny i Rafała Pasztelańskich to pozycja niezwykła. Mnie sprawiła wiele przyjemności, ale też mocno mnie zmęczyła. Czytałam ją przez kilka wieczorów i za każdym razem, kiedy ją odkładałam, moją głowę zasnuwały ciemne chmury. To naprawdę ciężka lektura, wzruszająca i pouczająca, a chwilami także bardzo ciepła i zabawna. Artur Górski, autor serii o polskiej mafii, powiedział, że jest to książka wstrząsająca. Zgadzam się z nim w zupełności i przyznaję, że na mnie zrobiła o wiele większe wrażenie, niż właśnie książki Górskiego – w mojej opinii nie tylko same historie, ale i sposób ich przedstawienia sprawiły, jestem gotowa z utęsknieniem czekać na kolejne pozycje z tego rodzaju.

środa, 16 listopada 2016

Obywatel Stuhr. Z Jerzym i Maciejem rozmawia Ewa Winnicka

Kiedyś, gdy mówiłam, że cenię pracę Stuhra, to miałam na myśli Jerzego. Gdy chciałam powiedzieć coś o Macieju, to używałam (jak wielu innych) sformułowania "młody Stuhr". Lata minęły i sytuacja uległa całkowitej odmianie. Kilka lat temu, dzięki kilku produkcjom, w których wystąpił Maciej, dotarło do mnie, że jest on całkowicie samodzielnym bytem, którego nie można stale łączyć z ojcem. Nie dlatego, że byłoby to krzywdzące, ale dlatego, że Maciej zwyczajnie zasłużył na to, by być kojarzonym z jego własnymi osiągnięciami. Książka "Obywatel Stuhr" stanowi bardzo mocne potwierdzenie tego, że obaj panowie są całkowicie od siebie odmienni, niezależni, a przy tym bardzo interesujący.

piątek, 4 listopada 2016

Anatomia Literackich Zbrodni 12. Dlaczego retro nie idzie do lamusa?

Pomysł wzięcia na warsztat kryminałów retro chodził za mną już od dawna. Niestety, nie posiadam wielkiego doświadczenia w odbiorze polskich powieści tego gatunku – chyba ciągle do niego dorastam i jak do tej pory jedynym autorem, który naprawdę mnie porwał, był Marcin Wroński. Do innych autorów miałam wiele podejść, mniej lub bardziej udanych, ale ostatecznie nie udało mi się z żadnym z nich związać na dłużej. Mimo wszystko uważam, że warto o kryminale retro nie tylko rozmawiać, ale też tworzyć go i czytać.

piątek, 28 października 2016

Krwawy Weekend Halloween: 100 metod na morderstwo, czyli jak to robią filmowi seryjni mordercy (UWAGA - spojlery!)

Czym byłoby Halloween bez wspomnienia o zbrodni? Skoro to noc (w tym przypadku akurat weekend) strachów, to moim zdaniem nie może w nim zabraknąć morderców. Szczególnie tych seryjnych, rozbudzających nasze wyobraźnie, prześladujący nas w snach, stosujący najbardziej przerażające metody zabijania. 

niedziela, 23 października 2016

Filmowa niedziela: "Inferno", reż. Ron Howard (2016)

Nie jestem miłośniczką prozy Dana Browna, powiem więcej: próbowałam kilka razy i zawsze po kilkudziesięciu stronach  miałam dość. Filmy obejrzałam, bez szału, ale też nie zasnęłam po kwadransie. Na Inferno wybrałam się do kina - z ciekawości, może ja te filmy po prostu źle oglądam i dlatego mnie nie porywają? Dwie godziny na filmie wysiedziałam, ziewnęłam ledwo raz, parę razy złapałam się za głowę słysząc lub widząc wierutne bzdury. Ostatecznie jednak wyszłam zadowolona, bo przecież mogło być gorzej.

sobota, 8 października 2016

Jørn Lier Horst "Szumowiny"

Horst po raz piąty. Niezmiennie w formie. Czytanie jego powieści to czysta przyjemność. "Szumowiny" są kolejnym dowodem na to, że norweski kryminał to strzał w dziesiątkę. Dla mnie również na to, ze literatury skandynawskiej nie trzeba się bać. Medialny bum na nią po sukcesie Larssona sprawił, że zwyczajnie się jej przestraszyłam. Powieści wydawane nakładem Smaku Słowa (Horst, Henriksen, Mjaset) są na pewno lżejszego kalibru niż trylogia "Millennium", ale nie mniej interesujące i zajmujące.