Wczoraj miałam przyjemność uczestniczyć w stopkaniu autorskim z panią Katarzyną Bondą, która gościła w Krakowie w księgarni Matras z okazji wydania jej nowej powieści "Pochłaniacz". Ciężko jest mi dobrać słowa w taki sposób, abyście mi nie mogli zarzucić wazeliny <śmiech>, ale muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem atmosfery, jaką roztacza wokół siebie Bonda.
Katarzyna Bonda jest przede wszystkim autorką szczerą i prawdziwą. Niemalże półtorej godziny rozmowy z Ostaszewskim i z czytelnikami potwierdza również to, że jest szczerym i prawdziwym człowiekiem. Nie ściemnia o natchnieniu. Nie kłania się muzom. Jak przyznaje, do wszystkiego doszła sama i to, co ma zawdzięcza przede wszystkim wytrwałości i solidnej pracy. Dla mnie, czyli dla kogoś, kto poszukuje sposobu na realizację swoich zapędów grafomańskich, wszystkie jej rady są niezwykle cenne. Poza tym nie brzmią tak, jak większość zamieszczanych w podręcznikach pisania, ale wynikają z doświadczenia.
Dodam jeszcze, że kto nie widział Bondy na żywo, ten nie wie, jak się rozkręca, kiedy zaczyna mówić o swojej pracy. Nie chodzi nawet o dygresje, które pojawiają się w niemalże każdym rozpoczynanym przez nią wątku, ale o błysk, jaki pojawia się wtedy w jej oczach. Miała szczęście - oprócz talentu przypadło jej w udziale od natury tyle mądrości, aby umieć go rozwijać i kierować w dobrą stronę.
Na zakończenie dodam, że nie pozwoliliśmy (czytelnicy) na zakończenie spotkania po godzinie. Przyszedł czas na pytania, była chwila na podpisywanie książek. Sierotowato, ale też się odważyłam, chwalę się zatem zdobyczą. Mam nadzieję, że przy następnej części autorka pojawi się znowu w Krakowie. Kilkadziesiąt stron, które zdążyłam pochłonąć z "Pochłaniacza" mówią mi, że po następną część też sięgnę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz