sobota, 26 października 2013

Rob Zombie, B.K. Evenson "Panowie Salem"

Do lektury książki „Panowie Salem” podeszłam z wielkim entuzjazmem, chociaż przeczuwałam, czym ten tytuł może pachnieć. Kto zna twórczość, czy to muzyczną, czy filmową, Roba Zombie, ten wie, że trzeba na wszelkie jej przejawy brać sporą poprawkę dyktowaną wyznacznikami specyficznego stylu, jaki on preferuje. Trudno wymagać, by ktoś, kto na co dzień jest przykładnym fanem muzyki klasycznej, poezji śpiewanej czy chociażby kina Almodóvara świata poza nim nie widząc, przyjął efekty pracy Zombie z otwartymi ramionami i od razu się w nich zakochał. Rob Zombie nie jest artystą szczególnie płodnym. Zarówno krążki muzyczne jak i produkcje filmowe tworzy on dosyć rzadko, zawsze jednak są one utrzymane na określonym poziomie i w ramach określonego stylu.

„Panowie Salem” najpierw zostali nam zaprezentowani w wersji filmowej. Ja miałam szczęście nie widzieć produkcji przed przeczytaniem książki, skoro jednak na wewnętrznej stronie okład zobaczyłam kadr z filmu a w nim Sheri Moon, żonę Zombie, która w jego filmach gra zazwyczaj główne role, pozwoliłam sobie na mały przedsmak. Trailer zbyt wiele nie zdradzał, nakreślił twarze bohaterów, scenerię i główny wątek. Przyznam, że było to dobre posunięcie, bo chociaż miejscami tekst jest bardzo sugestywny a opisy szczegółowe, to mając przed oczami filmowe podpowiedzi do tego, co winna byłam sobie wyobrazić w czasie czytania, książka okazała się bardzo przyjemnym pomysłem.

W tym miejscu sama się łapię za głowę i zastanawiam: powiedziałaś, że „Panów Salem” czytało ci się przyjemnie? No tak, sama jestem zaskoczona. Nie dlatego, że wątpię w wyobraźnię i zdolności pisarskie Roba Zombie i Briana Evensona. Obaj panowie już niejednokrotne pokazali, że fantazja ich nie opuszcza. Dziwi mnie, że taka dawka gore przyprawiła mnie o uśmiech zamiast bólu głowy, ale jak już mówiłam, sięgając po „Panów Salem” trzeba być przede wszystkim świadomym tego, że trup będzie ścielał się gęsto, kiszki i flaczki będą wyłazić z zakamarków a keczupowa krew zaleje podłogę aż do poziomu kostek. Dobremu horrorowi w stylu gore po prostu nie można odmówić tych wszystkich elementów. W „Panach Salem” nie brakuje ani trupów, ani kiszek, ani krwi, zatem z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to dobry horror utrzymany w konwencji gore.

Myślałam, że o legendarnym Salem napisano już wszystko. Mieliśmy „Czarownice z Salem”, „Miasteczko Salem”, „Zaginioną księgę z Salem”. „Panowie Salem” to zatem coś nowego. Dawne siły zostają uwolnione. Salem znowu staje się siedliskiem wiedźm i czeka na ponowne nadejście Szatana. Wydawać by się mogło, że w tej historii nie ma nic, co mogłoby czytelnika zaskoczyć, pisarski duet „Zombie&Evenson” pokazuje, że nic bardziej mylnego. Salem kojarzy nam się przede wszystkim z czarownicami – słusznie, ale zapominamy przy tym, że w mieście tym mieszkańcy próbują prowadzić normalne życie. Próbują, bo nie jest to łatwe, gdy każda jednostka jest tylko pyłkiem na marynarce, które nosi słynne Salem. „Panowie Salem” być może są lekturą lekko przewidywalną (ale każdy wie, że po ciszy następuje burza a po deszczu słońce), mimo to nie doświadczyłam poczucia zmarnowania czasu. Oderwałam się od życiowych problemów i mądrości w bardzo lekki sposób.

Kto lubi serię „Mistrzowie Horroru”, „Klasyki grozy” czy wszelkie inne, zarówno książkowe, jak i filmowe antologie grozy, prozę Grahama Mastertona, Guy’a N. Smitha czy nawet samego Stephena Kinga, ten powinien po „Panów Salem” sięgnąć. Jeśli oczekujecie od literatury nauk moralnych, podpowiedzi w trudnych życiowych wyborach, wsparcia duchowego – ta książka nie jest dla Was. Ale jeżeli popieracie moje zdanie, że literatura popularna ma przede wszystkim przynosić rozrywkę, to Rob Zombie i Brian Evenson postarali się, by właśnie to dać swoim czytelnikom.

Na koniec parę słów na temat wydania. Książka ukazała się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Zysk. Chociaż jest w miękkiej oprawie, to wydawnictwo nie poskąpiło miejsca na marginesy wewnętrzne, zatem z otwieraniem i czytaniem nie ma problemu. Radość przyniosły mi duże litery i wyraźne światło między wierszami. Wydane jak najbardziej estetyczne i wygodne. Widać, że przygotowane zostało profesjonalnie, brak jest błędów druku, które doprowadzają mnie do szału. Jestem bardzo zadowolona z książki i polecam ją wszystkim, którzy nie boją się mocnych wrażeń, sugestywnych opisów i spotkania z siłami piekielnymi, bo tego na pewno w „Panach Salem” nie brakuje.

Rob Zombie, B.K. Evenson, "Panowie Salem", Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2013, 371[2]s.

Sylwia Tomasik

Recenzja ukazała się pierwotnie w serwisie Bookeriada.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz