"Człowiek tłumu" Edgara Allana Poe jest lekturą ciekawą, tajemniczą, intrygującą. Dla mnie również porywającą, chociaż spotkałam się z wieloma głosami, jakoby w rzeczywistości był to tekst nudny i w żaden sposób nie związany z kryminałem.
Narrator jest zwyczajnym obserwatorem życia toczącego się na ulicach Londynu. Sam siedzi w kawiarni i poprzez szybę rejestruje ruch tłumu. Nie jest detektywem, jednak z typową temu zawodowi ciekawością i przenikliwością lustruje kolejne osoby mijające witrynę. Kiedy dzień dobiega końca jego uwagę przykuwa jegomość, który z porozu nie wyróżniając się z tłumu, w rzeczywistości posiadał szereg cech i przedmiotów, które od reszty tłumu go odróżniały. Narrator jest zaciekawiony wyłapaną z tłumu postacią i mimowolnie zaczyna pościg za nią. Śledzi mężczyznę przez całą noc, potem przez cały dzień i znowu noc. Obiekt obserwacji zachowuje się dziwnie, intrygująco, nie ucieka, ale bawi się ze śledzącym, który w końcu uznaje, że nie ma sensu poświęcać temu człowiekowi więcej uwagi, bo on i tak zawsze będzie o krok przed nim. Kim jest tajemniczy meżczyzna? Tego zdradzić nie mogę, bo chociaż odpowiedź nie pada w opowiadaniu i sam śledzący pozostaje nieświadomy tożsamości osoby, którą śledził, to jednak czytelnik z pewnością tę zagadkę rozwiąże samodzielnie.
Trudno jest mi zrecenzować tak mały utwór, który równocześnie utrzymuje w sobie tak wielki ładunek wiedzy detektywistycznej, wykorzystanej w kolejnych latach przez wielu innych twórców kryminałów. Nie umiem odciąć się od zagadnień teoretycznych, dlatego dzisiaj powiem tylko tyle: "Człowiek tłumu" to z pewnością jeden z filarów literatury kryminalnej, to opowiadanie, które zachwyca zagadkowością i tajemniczością, ale również przenikliwością i umiejętnościami dedukcyjnymi głównego bohatera. Polecam tym, którzy chcą poświęcić kwadrans na coś zupełnie innego niż serwuje cała późniejsza twórczość kryminalna, a która równocześnie na podwalinach położonych przez Poego wyrosła.
Sylwia Tomasik
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz