Włoski kryminał, z którym nie rozstaję się od ostatniej recenzji, przybiera rozmaite oblicza. O ile poprzednim razem miałam do czynienia z powieścią na swój sposób subtelną i poniekąd historyczną, o tyle "Pole garncarza" daje nam rozrywkę w czystej postaci. Gwałtowną, potoczystą, bezlitosną, owianą w tajemniczą, mafijną nić.

Niedaleko Vigaty znalezione zostają zwłoki mężczyzny. Zwłoki, albo raczej ich poszczególne części, bo ciało zostało pokawałkowane (chociaż głównego bohatera akurat to słowo napawa niepokojem, bo niby dlaczego nie po prostu "poćwiartowane"?), zapakowano w worek i zakopano na tzw. polu garncarza. Sprawcy postarali się, aby identyfikacja nie była prosta. Z resztą, komisarz Montalbano, który prowadzi sprawę, szybko dochodzi do wniosku, że to mafijne porachunki, co gorsza, w starym stylu.