Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 października 2021

Herman Raucher "Dom Maynarda"

Wydawnictwo Vesper od jakiegoś czasu raczy nas opowieściami grozy, starając się, aby każda publikacja była ucztą nie tylko dla ducha, ale też dla oczu. Po wielu klasycznych tytułach dobrze znanych polskim czytelnikom (m.in.: „Frankenstein”, „Mnich” czy „Dziecko Rosemary”) przyszedł czas na tytuł nad Wisłą nowy: „Dom Maynarda” autorstwa Hermana Rauchera.

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Jay Anson "Amityville Horror"

Amityville to wieś w amerykańskim hrabstwie Suffolk, o której głośno stało się w świecie w 1977 roku, gdy Jay Anson wydał reportaż o rodzinie Lutzów. Rodzina ta zamieszkała w domu przy 112 Ocean Avenue, gdzie kilkanaście miesięcy wcześniej rozegrała się tragedia: Ronald DeFeo Jr. zabił swoich rodziców oraz czwórkę rodzeństwa - dwóch braci i dwie siostry. Wszystkich zbrodni dokonał w jedną noc, każda z ofiar zmarła w domu. Ponad rok później zamieszkała w nim wspomniana rodzina Lutzów, czyli George, jego żona Kathy oraz trójka dzieci. Niemal od razu zaczęli doświadczać obecności czegoś nadprzyrodzonego, co rzekomo związane było z dramatycznymi wydarzeniami, jakie miały w tym domu miejsce.

czwartek, 10 września 2020

Stephen King "Joyland"

Kilka ostatnich powieści Kinga, jakie wpadły mi w ręce, sprawiło mi wiele przyjemności. Tak było z "Ręką mistrza", nie inaczej z "Przebudzeniem". Po drodze była jeszcze "Ziemia przeklęta" Phillipa Lewisa, który moim zdaniem historię poprowadził przynajmniej w takim stylu i z taką potoczystością, z jaką opowiada King. A teraz znowu król grozy i jego "Joyland".

niedziela, 23 kwietnia 2017

Scott Smith "Ruiny"

Do lektury "Ruin" Scotta Smitha zasiadłam z nieukrywanym strachem. Bałam się, że stracę czas. Obawy były spowodowane tym, że miałam kiedyś nieszczęście zawiesić oko na filmie pod tym samym tytułem, który w 2008 roku opuścił Hollywood. Film okazał się być jednym wielkim stekiem bzdur, całkowicie pozbawionym napięcia, niczym nie różniącym się od dziesiątek, jeśli nie setek, horrorów klasy B, które trafiają do kin, albo są tak słabe, że nawet na to nie mogą liczyć. Obawy przed książką były więc uzasadnione, ale uparłam się na nią, ponieważ wybrałam ją jako jedną do realizacji wyzwania czytelniczego na 2017 rok.

wtorek, 17 stycznia 2017

"Autopsja Jane Doe" reż. André Øvredal (2016)

Dobrego horroru poszukuję od lat. Dobrego, czyli takiego, który będzie w stanie mnie przestraszyć. Nie tylko wtedy, gdy jestem sama w domu, za oknem ciemno, wieje wiatr, telefon nie działa a w przedpokoju przepaliła się żarówka. Szukam horroru, który bez względu na okoliczności zrobi na mnie wrażenie. Czy udało się to "Autopsji Jane Doe"? Nie mogę tego powiedzieć, ponieważ generalnie nie boję się na filmach. Ale potrafię docenić dobre momenty, dlatego powiem, że André Øvredal (reżyser "Łowcy troli", który to film z kolei w żadnym razie do mnie nie przemówił) nakręcił film z pomysłem, mającym swoje mocne strony. Film aż prosi o to, aby, idąc tropem niektórych widzów i komentatorów, nazwać go najlepszym horrorem ostatnich miesięcy (niektórzy już teraz są zdania, że to najlepszy film grozy i w całym 2017 roku lepszego nie będzie - jasnowidze; skąd oni czerpią tę wiedzę?). Ja będę trochę mniej entuzjastyczna - jest kilka "ale", które sprawiają, że daję filmowi 6,5 w skali do 10, a jak na horror, to i tak sporo moim zdaniem.

niedziela, 11 września 2016

Stephen King "Ręka mistrza"

Ponad 600 stron powieści. W tym 400 stron niekwestionowanej przyjemności oraz 200 typowego, przewidywalnego, ukochanego przez czytelników Kinga. Całość bardzo przyjemna, paradoksalnie jednak im dalej w las, tym rzadziej rosną drzewa i coraz wyraźniej widać, co znajduje się na drugim jego krańcu. Niestety, zakończenie nie stanowi niespodzianki, na którą miałam tak wielką ochotę. Nie uważam jednak, aby był to jakiś wielki mankament. Do Kinga od wielu lat podchodzę z pewnym dystansem i walczę z traktowaniem go po macoszemu, co zdarza się wielu czytelnikom.

niedziela, 1 marca 2015

Remember: 204863, czyli P.T.

Było to tak: chłopiec mój kupił sobie konsolkę. PlayStation czy inne cholerstwo. Do sprzętów pod prądem podchodzę ostrożnie, bo ani one nie lubią się ze mną, ani też ja za nimi nie przepadam. Granie mnie nie kręci, częściej obserwuję niż sama łapię za pada. Ale nowe kusi, nęci i korci. Skoro sama nie grywam, to popatrzę, jak robią to inni, co umożliwia oglądanie graczy poprzez aplikację "Na żywo z Play Station". Kilka znanych mi tytułów, kilka nieznanych, tu ktoś śpiewa, tam skacze, tu znowu z karabinem biega. Nudy. Aż natrafiłam na coś, co mnie mocno zaintrygowało. Popatrzyłam, nie zrozumiałam, o co chodzi. Chłopiec wraca z pracy. I rozmawiamy:

sobota, 26 października 2013

Rob Zombie, B.K. Evenson "Panowie Salem"

Do lektury książki „Panowie Salem” podeszłam z wielkim entuzjazmem, chociaż przeczuwałam, czym ten tytuł może pachnieć. Kto zna twórczość, czy to muzyczną, czy filmową, Roba Zombie, ten wie, że trzeba na wszelkie jej przejawy brać sporą poprawkę dyktowaną wyznacznikami specyficznego stylu, jaki on preferuje. Trudno wymagać, by ktoś, kto na co dzień jest przykładnym fanem muzyki klasycznej, poezji śpiewanej czy chociażby kina Almodóvara, świata poza nim nie widząc, przyjął efekty pracy Zombie z otwartymi ramionami i od razu się w nich zakochał. Rob Zombie nie jest artystą szczególnie płodnym. Zarówno krążki muzyczne jak i produkcje filmowe tworzy on dosyć rzadko, zawsze jednak są one utrzymane na określonym poziomie i w ramach określonego gatunku.