Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 listopada 2021

Beata Sabała-Zielińska „TOPR 2. Nie każdy wróci”

Komu w drogę… Temu przestrogę!

Tymi słowami można skwitować książkę „TOPR 2”. Nie miałam okazji przeczytać części pierwszej, ale to żaden problem – za ten reportaż można się brać w oderwaniu od poprzedniej pracy Beaty Sabały-Zielińskiej. Można, a jeśli nie ma innej możliwości to nawet trzeba. Szczególnie, jeżeli komuś śnią się wielkie wyprawy górskie lub eksploracja wnętrza ziemi bez specjalistycznego przygotowania i sprzętu. A i to, jak pokazuje książka, nie zawsze wystarcza. Czasem jedyne, czego brakuje, to zdrowy rozsądek.

niedziela, 27 grudnia 2020

Ewa Winnicka "Był sobie chłopczyk"

Niektóre reportaże potrafią zszargać nerwy. Tak jest z książką "Był sobie chłopczyk" Ewy Winnickiej. Nie mogę powiedzieć, żeby czytało się ją lekko, bo tematyka na to nie pozwala. Jest w niej jednak coś, co nie pozwala się od niej oderwać, coś co sprawia, że czyta się dalej, chociaż co chwila na usta ciśnie się przekleństwo. Czy zszokowała mnie sama zbrodnia? Nie, bo wiem że ludzie są zdolni do wszystkiego. Co więc sprawiło, że poczułam złość i obrzydzenie?
 

niedziela, 18 października 2020

Natalia Budzyńska "Ja nie mam duszy"

20 lipca 1869 roku. Kraków. Do Sądu Rejonowego wpływa anonimowe zgłoszenie. Dobra dusza informuje, że na terenie klasztoru karmelitanek bosych na Wesołej (wówczas były to tereny podmiejskie) przetrzymywana jest w nieludzkich warunkach zakonnica. Jak to mówią, szambo wybiło. Miasto oszalało, Kościół stanął pod ścianą. Kim była uwięziona w celi kobieta? Dlaczego ją zamknięto? Czy naprawdę była osobą chorą psychicznie, a jeśli tak, to dlaczego nikt nie udzielił jej pomocy? Na te i na wiele innych pytań stara się odpowiedzieć w swojej książce "Ja nie mam duszy" Natalia Budzyńska.

czwartek, 17 marca 2016

Cezary Łazarewicz "Elegancki morderca"

Jako krakowianka zainteresowana wszelkimi sprawami kryminalnymi, szczególnie tymi, których akcja działa się na moim podwórku, niejednokrotnie słyszałam o Władysławie Mazurkiewiczu. Co ciekawe, nigdy od innych mieszkańców Krakowa. Tacy już jesteśmy – nie wtykamy nosa w nie swoje sprawy, a kiedy jakaś wielka sensacja schodzi z pierwszych stron gazet przestajemy nią żyć, przechodzimy nad nią do porządku dziennego. Wydaje się, że dzisiaj nikt już nie pamięta o dawnych wydarzeniach.